![]() |
![]() |
||||||||||
| Poniedziałek, 6 Września 2010 | |||||||||||
|
|||||||||||
|
O publikacji: Autor: spartanka Kategoria: [Inne] Dodano: 30 Grudnia 2008 Wyświetlono 123 razy Średnia ocena: +2 Ilość ocen: 1 Reduta Janasa Opowiadanie asystenta masażysty reprezentacji Polski Nam strzelać nie kazano.– Wystąpiłem na trawę I spojrzałem na boisko; dwieście tysięcy kibiców grzmiało. Kiboli niemieckich ciągną się szeregi, Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi. I widziałem ich trenera: przybiegł, głową skinął J jak ptak jedno skrzydło na ławeczkę zwinął. Wylewa się z szatni ścieśniona drużyna, Długą, czarno-białą kolumną jak głowa pingwina, Nasypana znaczkami Nike. Jak sęp Ballack do boju prowadzi drużyny zastęp. Przeciw nim sterczy czerwona, nie sięgająca pasa, Jak skała rzucona na morze, reduta Janasa. Dwunastu tylko miała zawodników, bo inni się wstydzą; I nie tyle prędkich słów gniewne usta wypowiedzą, Nie tyle przejdzie uczuć przez dusze w rozpaczy, Ile z tych rąk leciało dla sędziów łapówek i haraczy. Patrz, tam w sam środek trybun jeden Polak się zanurza I naraz jakiś Szkop go dymem zachmurza. Lecz po chwili jednak patriota pod górę leci I polska flaga wśród kibiców świeci. Tu Bąk biegnąc, z dala grozi, wrzeszczy, wyje, Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje. Już gwizdek, Krzyżówek jak boa wśród Niemców się zwija, Fauluje ciałem, rwie zębem, oddechem zabija. Najstraszniejszego Rasiaka nie widać lecz słychać po dźwięku, Po potykaniu się o własne nogi, po cichutkim jęku. A gdy Ebi boisko od końca do końca przeleci, To jakby środkiem pola przeszedł anioł śmierci. A gdzież jest król strzelców, co narzazie przeciwników wyprawia? Czy dzieli naszych odwagę, czy pierś sam nadstawia? Nie, on siedzi o pięćset mil na swojej stolicy, Król Franek, na Janasa nie może już liczyć. Zmarszczył brwi – i tysiące euro wnet leci; Nie podpisał kontraktu – tysiące chłopów go opłakuje i dzieci. Kopnął – padają gole dla CD Tenerife. Piłkarzu jak Bóg silny, jak szatan złośliwy, Tomaszu, wszystkich Hiszpanów twoje straszą nogi A gdy strzelasz, bramkarze truchleją pełni trwogi, Janas jedyny twej formy urąga, Podnosi na cię rękę i koszulkę ściąga. Koszulkę reprezentacji z twej piersi i głowy Boś ją zdobył bez niego, napastniku wyborowy. Klinsmann dziwi się – ze strachu nie drżą Polacy, Trener gniewa się – ze strachu mrą jego rodacy; Ale sypią się strzały, których bóg i sprawca Jest Miroslav Klose przy Boruca bramce. Przysłany tu z Polski z siłami wroga się zbratał Wierny im, czynny i sprawny – jak bicz w ręku kata. Ura! Ura! Patrz, blisko bramki, dostał z głowy I wali się Jeleń, kładąc swe tułowy; Już szybuje piłka nad białym Niemców murem. Niestety za mocno, nad poprzeczką przechodzi w górę. Czerwieni się nad bielą, jak w środku mrowiska Wrzucony motyl błyska, mrowie go naciska. Żewłakow padł – tak padła drużyna. Czyż tak dobre ciało Strącone być mogło z nóg i w piasku się zagrzebało? Czy nadzieje Polski krwią Schneider zalał? Zagrzmiał gwizdek – Już Janas Żewłakowa z boiska wywalał. Gdzie defensywa? – dziś pracowała więcej Niż na wszystkich przeglądach i konferencjach. Zgadłem, dlaczego milczy, bo nie raz widziałem Garstkę naszych walczącą ze szkopów nawałem. Gdy 90 minut wołano dwa słowa: wybij, nabij; Bo oddechy ofensywy polskiej dym tłumi, trud nogi słabił; A wciąż grzmi rozkaz trenera, wre piłkarska czynność, Na koniec bez rozkazu czynią swą powinność, Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci, Żurawski jak młyn palny nabija, kopie, kręci. Piłka od nogi do głowy, od nogi na oko: Aż ręka Boruca długo i głęboko Wybija piłkę – i bramkarz pobladnął, Nie złapawszy piłki już bronią nie władnął; Bo uczuł, że go pali w ręku rozogniona: Upuścił ją i upadł: nim dobiją, skona. Takem myślał a w polu karnym nieprzyjaciół kupa Już zlazła jak robactwo na świeżego trupa. Pociemniało mi w oczach, a gdym łzy ocierał, Usłyszałem wołanie naszego trenera. On przez lornetkę wspartą na ramieniu Długo na boisko i piłkę spoglądał w milczeniu. Na koniec rzekł: „stracona”. Spod lornetki jego Wymknęło się łez kilka, rzekł do mnie: „Kolego, Wzrok młody od szkieł lepszy, patrzał na bramie miał leżeć, Znasz Boruca, czy widzisz, gdzie jest?” – Trenerze, Czy go znam? Tam stał zawsze, tą bramkę bronił i kierował. Nie widzę, znajdę, dojrzę! – Za słupkiem się schował. Lecz wśród przeróżnych sytuacji ileż razy Widziałem rękę jego dającą rozkazy… Widzę go znowu, widzę rękę, rękawicę, Wywija, grozi wrogom, trzyma piłkę w ręce. Biora go, o nie, staje do walki. „Dobrze – rzecze Janas – nie odda im piłki” Tu wrzask, chwila cicho i gwizdek jak sto gromów! Zaćmiło się powietrze od murawy wyłomów, Piłkarze podskoczyli i jak wystrzeleni Toczyli się i bili jak kibice zapaleni Nie trafiali na tamtych twarze. I sędzia przywionął Prosto ku nim i w gęstej atmosferze nas ochłonął. Nie było nic słychać prócz przekleństw i wrzasku Lecz powoli tłum rzedniał, opadał deszcz piasku. Spojrzałem na boisko; bramka u nasady, Bije garstka naszych wrogów gromady. Mundial jak sen zniknął: tylko wynik 2:1 został I po wyjściu z grupy Niemiec jako lider powstał. Tam i ci co bronili i ci co się w pole karne wdarli Pierwszy raz pokój po końcowym gwizdku zawarli. Choćby Janas Polakom kazął wstać, już dusz Polska trenera nie słusza. Tam zagrzebane tyle nadziei, intuicja: Gdzie się podziali piłkarze? Nie wiem, lecz wiem gdzie dusza Boruca. On będzie bramkarzem najlepszych klubów! Bo dzieło bronienia W dobrej sprawie jest święte jak dzieło strzelania. Bóg rzekł słowo broń, Bóg i walcz wyrzecze. Kiedy od ludzi wiara i siła uciecze, Kiedy ziemię zdrajcy i duma szalona Obleją jak Niemcy bramkę i Boruca, Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute, Bóg obroni tę bramkę, jak on swą redutę. Komentarz autora Komentarze Będąc niezalogowanym nie możesz dodać komentarza.
Szacun za podjęte wyzwanie i za wykonanie:-)
hahaha dobry kabaret z tego by powstał :P brawo, fajne
starałam się zmienić jak najmniej z Reduty Ordona. długi, długi, ale myślę że warto przeczytać. :)
dzięki za komentarz :)
Jak zorientowałem się, o co w tym tekście chodzi, poczułem silne obawy, ale dobrze z tego wybrnęłaś. Jest trochę za długi, ale zgrabnie napisany i zabawny, a wersy:
Cytat I nie tyle prędkich słów gniewne usta wypowiedzą,
Nie tyle przejdzie uczuć przez dusze w rozpaczy, Ile z tych rąk leciało dla sędziów łapówek i haraczy | |||||||||||
Stary tekst inspirowany "Redutą Ordona". Nie całkiem serio. A właściwie prawie wcale serio. :)