Logo Cephei
Login: Hasło:
Czwartek, 9 Września 2010
Strona tytułowaCzytelniaLudzieForumZarejestruj się!
O publikacji:
Autor: Blueberry-Lady
Kategoria: Impresja
Dodano: 17 Maja 2007
Ostatnia modyfikacja: 19 Maja 2007
Wyświetlono 365 razy
Średnia ocena: +3
Ilość ocen: 4

Dodano do ulubionych 1 raz:
tweedy
"Panna Jagoda i Hebanowe Drzwi"
Każdy potrzebuje spowiedzi przed samym sobą.

Od kilku dni Słońce nie pokazywało się nad Dworem. Nie mogło przedostać się przez wąską Cieśninę burz. Płakało przez to rzewnie, a jego łzy zmyły cały blask barw Krainy Granic. Dwanaście Pokoi stało się dwunastoma celami wypełnionymi po brzegi sennością, a sam dom wydawał się być pogrążonym w komie niewiadomego pochodzenia od czasu ostatniego zachodu Słońca. Drzwi ani deski w podłodze nie chciały skrzypiec jakby bały się zbudzić uśpione ściany.

      Czas zwolnił, a kolejne minuty wybijały miarowo nieustannie padające łzy nieba. Dworzanie jedli, spali i pracowali w energii i materii zawieszonej miedzy dniem a nocą.
Panna Jagoda była odcięta od Dębu wodną szyba, której nie mogła zbić. Od razu by się wydało, od razu by ktoś spostrzegł. I wtedy byłoby źle. Przesiadywała we wszystkich możliwych oknach i patrzyła jak cały jej świat spływa w kałuże. Pewnego ranka, który ranka nie przypominał, obudziła się z wielkim ciężarem w sercu i pod powiekami. Ten drugi spłynął dwoma strumieniami. Ten pierwszy pozostał. Wiedziała, o co chodzi. Czas na spowiedź przed samym sobą.

      Nie wolno jej było tego robić, to było bezbożne. Tak powtarzała Moralność, Pani Matka i ciotki. Grzechy odpuszcza Pan. Tylko on ma taka moc. Nigdy im nie powiedziała, że za Hebanowymi Drzwiami tez mieszka Pan.

      Potrzebowała ciszy na rachunek sumienia. Czuła jak ciężar w jej sercu narasta, jak miażdży trzewia. Kurczyła się sama w sobie. Gdy wszyscy zasną, wypuści Pana Zza Hebanowych Drzwi.

      Szarość poza dworem przybrała na głębi. To była oznaka nadejścia nocy, każdy wracał posłusznie do swojej celi, by dać się zakuć Morfeuszowi w kajdany. Potulnie, bez protestów. Przy dwunastym biciu serca zegara położyła przed drzwiami swej komnaty złotą monetę dla Snu. Wiedziała, ze wszystko i każdy da się przekupić, Morfeusz nie był wyjątkiem. Zasiadła przy stole tyłem do drzwi czujnie nasłuchując. Skrzypiały zamki pod ruchem sennych kluczy. Przy jedenastym wstrzymała oddech. Teraz jej, dwunasty. Podniesiona moneta przebłysnęła w palcach Snu, widziała to oczami ścian za drzwiami. Uśmiechnęła się sama do siebie. Czas zaprosić gości.

Otworzyła drzwi hebanowej szafy. Światło świecy bało się wpełznąć do środka. Ona przestąpiła próg. Zastukała w jedna ściankę, potem w drugą. Cisza. Zastukała w trzecią i w podsufitkę. Po chwili dało się słyszeć szepty miedzy strukturą desek. Hebanowy Pan właśnie się obudził. I był głodny.

Nalała do kryształu wina. Pociągnęła łyk. Kolor mirabelek krył w sobie krew warneńskich wojów. Te wino pił król na noc przed tym, gdy ścięto mu głowę. Cierpki smak śmierci był niewątpliwym atutem trunku. Za to tak go kochała. Ciężar spod serca zaczynał boleć. I nie zapominał w tym bólu o reszcie ciała.

Zapaliła kadzidło, które skradła cygance na jarmarku. W pudełku mieszały się ze soba sypkie patyczki, których woń przyprawiała o zawroty głowy. Każde było inne. Każde pachniało tylko wtedy, gdy zapłonęło. Nigdy nie miało zapachu osobno.

Zielony dym uniósł się nad jej głowę, zatrzymał i zaczynał się materializować na przeciwległym krześle. Na to czekała. Na spojrzenie w twarz pierwszemu z grzechów.

Zasiadł przed nią obraz człowieka o oczach jak szmaragdy. O oczach smutnych jak te dni. O oczach, które kochała jak swoje własne. Niemo położył przed sobą ręce naznaczone śladami po strzykawkach. Obrócił je patrząc nadal na nią. Ciężar się zmniejszał, sumienie zaczynało rwać. Zabrał ręce. Uśmiechnął się smutno i… zamienił w szary dym, który ze świstem stal się pierwsza potrawa Hebanowego Pana.

Całe kadzidło naraz spopielało. Z kieliszka zaglądało puste dno. Pierwsza śmierć w jej życiu. Pierwszy grzech.

Wino znów znalazło swoje miejsce w krysztale. Posmak krwi tysięcy istnień nasilał się. Druga cygańska zdobycz nasycała powietrze. Czuła bratki. Niewinne bratki. Bała się grzechu, który zaraz ujrzy. Szafa zasyczała. To musiał być grzech straszny. Heban łaknął go całym sobą. Nie! Nie tak szybko! Muszą mi go jeszcze odpuścić!

Chmura kadzidła była malutka, drobna. Zniknęła pod blatem stołu. Nie, to nie możliwe… zerknęła na siedzisko krzesła. Nie było puste. Leżało na nim… dziecko. Jej dziecko. To, które zabiła, gdy było jeszcze częścią jej. Krew z wina uderzyła do głowy. Maleństwo było sine, nie ruszało się, aż w pewnej chwili otworzyło oczy patrząc na nią brązem oczu swego ojca. Nie wytrzymała. Z krótkim krzykiem opadła na swoje krzesło. Sumienie gryzło coraz silniej. Druga śmierć w jej życiu. Dym o zapachu bratków zniknął w szafie… wybaczono…

Po raz trzeci napełniła kryształ krwią poległych. Grzech trzeci, wiedziała czym będzie. Zapaliła trzy kadzidła, ręce jej drżały. Wychyliła duszkiem puchar czekając na historie, której widzieć nie chciała. Dym był czarny, gęsty. Gryzł w gardło. Zamknęła oczy. Poczuła na swych piersiach muśnięcia, które schodziły coraz niżej. Zacisnęła nogi. Bolało jak wtedy. Nie! Koniec! Zabierz go! Śmierć jej niewinności…

Syknęło. Hebanowe Drzwi zatrzasnęły się z łoskotem. Koniec spowiedzi. Czas na życie.

Rankiem wzeszło Słońce. Poszła do Pana Dębu. Grzechy poszły w zapomnienie. Hebanowe Drzwi już ich nie wypuszczą.

Komentarze
Będąc niezalogowanym nie możesz dodać komentarza.

Kuna
9 Września 2007, 12:46
Jeju
normalnie jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że nie jestemw stanie wydusić słowa a co dopiero wystukać na przyciskach klawiatury.
Szkoda że nie mogę Ci przeczytać wierszy z mojego "zeszytu" były w podomnym klimacie jak Twoje dzieło. Ale "zeszyt" spłonął jako pokuta

Blueberry-Lady
20 Maja 2007, 20:14
dziękuję za odwiedziny. prace najczęściej pisane są nocą, dlatego zdarzają sie te błędy.

tweedy
20 Maja 2007, 19:23
Co do treści-genialna!Naprawdę:)
Co do formy-popracuj nad interpunkcją-przed "jak" zazwyczaj jest przecinek,w innych miejscach też.Niektóre sformułowania troche niefortunne,jak "sumienie zaczęło rwać".
Ale pamiętaj,że jestem pod wrażeniem:)

Puchu
19 Maja 2007, 1:52
"Te wino pij król", chyba pił

WOW. Wybacz ale nie jestem narazie w stanie dużo więcej napisać. Może jutro.

Blueberry-Lady
17 Maja 2007, 20:40
dziękuje za wychwycenie błędu. juz poprawiony. i dziękuje za przychylna opinię;)

Elizabeth
17 Maja 2007, 19:39
'to' dziecko.

co do treści... nie wiem co powiedzieć. tak bardzo poruszające i tak dobrze napisane.
gratuluję.
Publikacje są własnością ich twórców i nie mogą zostać wykorzystane bez ich zgody.

Cephei RSS